czwartek, 22 marca 2012

Trzy małe siostry w studni siedziały i w niej melasę wyczerpane rysowały

Wreszcie! Udało się! Zwycięstwo! I bolące oczy oraz kręgosłup!

Okrzyki te mają uzmysłowić szanownym P.T. Czytelnikom, iż właśnie dosięgnął ich (wątpliwy) zaszczyt zapoznania się z efektami mojej burzliwej pracy analizatorskiej. Praca sama w sobie była przyjemna, nieco mniej przyjemne było wstukanie jej efektów (czytaj: przepisanie łącznie 14 stron tekstu [w wymiarze pewnego edytora tekstów] z 9 książek). Ale zawzięłam się, wyłączyłam układ bólowy na odcinku krzyżowo-lędźwiowym oraz na odcinku oko-mózg i efekty można oglądać poniżej. Nie od rzeczy będzie dodać, iż (jak zwykle) najlepiej robi mi się takież wnikliwe porównanka gdy mam największe urwanie głowy. Tak było i teraz. Zatem - do rzeczy.

Pan Kuba mnie do tegoż sprowokował (czytaj: zachęcił ;-) ). Rzecz dotyczy opowieści o trzech siostrach w studni, którą snuje Suseł w czasie szalonej herbatki, w rozdziale 7. Przy okazji proszę zwrócić uwagę na różnice w tłumaczeniu tytułu rozdziału. Zacznijmy jednak do oryginału.


Chapter VII A Mad Tea-Party

(...)

‘Tell us a story!’ said the March Hare.
‘Yes, please do!’ pleaded Alice.
‘And be quick about it,’ added the Hatter, ‘or you’ll be asleep again before it’s done.’
‘Once upon a time there were three little sisters,’ the Dormouse began in a great hurry; ‘and their names were Elsie, Lacie, and Tillie; and they lived at the bottom of a well —’
‘What did they live on?’ said Alice, who always took a great interest in questions of eating and drinking.
‘They lived on treacle,’ said the Dormouse, after thinking a minute or two.
‘They couldn’t have done that, you know,’ Alice gently remarked; ‘they’d have been ill.’
‘So they were,’ said the Dormouse; ‘very ill.’
Alice tried to fancy to herself what such an extraordinary ways of living would be like, but it puzzled her too much, so she went on: ‘But why did they live at the bottom of a well?’

(…)

Alice (…) turned to the Dormouse, and repeated her question. ‘Why did they live at the bottom of a well?’
The Dormouse again took a minute or two to think about it, and then said, ‘It was a treacle-well.’
‘There’s no such thing!’ Alice was beginning very angrily, but the Hatter and the March Hare went ‘Sh! sh!’ and the Dormouse sulkily remarked, ‘If you can’t be civil, you’d better finish the story for yourself.’
‘No, please go on!’ Alice said very humbly; ‘I won’t interrupt again. I dare say there may be one .’
‘One, indeed!’ said the Dormouse indignantly. However, he consented to go on. ‘And so these three little sisters — they were learning to draw, you know —’
‘What did they draw?’ said Alice, quite forgetting her promise.
‘Treacle,’ said the Dormouse, without considering at all this time.

(…)

Alice did not wish to offend the Dormouse again, so she began very cautiously: ‘But I don’t understand. Where did they draw the treacle from?’
‘You can draw water out of a water-well,’ said the Hatter; ‘so I should think you could draw treacle out of a treacle-well — eh, stupid?’
‘But they were in the well,’ Alice said to the Dormouse, not choosing to notice this last remark.
‘Of course they were’, said the Dormouse; ‘— well in.’
This answer so confused poor Alice, that she let the Dormouse go on for some time without interrupting it.
‘They were learning to draw,’ the Dormouse went on, yawning and rubbing its eyes, for it was getting very sleepy; ‘and they drew all manner of things — everything that begins with an M—’
‘Why with an M?’ said Alice.
‘Why not?’ said the March Hare.
Alice was silent.
The Dormouse had closed its eyes by this time, and was going off into a doze; but, on being pinched by the Hatter, it woke up again with a little shriek, and went on: ‘— that begins with an M, such as mouse-traps, and the moon, and memory, and muchness — you know you say things are “much of a muchness”— did you ever see such a thing as a drawing of a muchness?’
‘Really, now you ask me,’ said Alice, very much confused, ‘I don’t think —’
‘Then you shouldn’t talk,’ said the Hatter.
(...)

♠      ♣      ♥       ♦

Przy analizie bardzo pomocna okazała się książka "More Annotated Alice" edited by Martin Gardner, o której onegdaj pisałam tutaj


 Dzięki niej dowiadujemy się, że:
- zwrot "three little sisters" to aluzja (homonim brzmieniowy) do nazwiska Alicji i jej dwóch sióstr - "three Liddel sisters" wymawia się bardzo podobnie;
- imiona dziewczynek z opowieści Susła: Elsie, Lacie, and Tillie również są znaczące: 
 Elsie to L.C. - Lorina Charlotte, siostra Alicji Liddell,
Tillie to rodzinne zdrobnienie imienia Matilda, drugiej siostry Alicji, zaś
Lacie to anagram (przestawienie liter wyrazu) imienia Alice;
- Vivien Greene, żona pisarza Grahama Greene'a, poinformowała autora adnotacji (redaktora książki) o tym, że w czasach Lewisa Carrolla, w Binsey, niedaleko Oxfordu, istniało coś o nazwie "treackle well" (studnia melasy). Słowo "treackle" (melasa) nawiązywało do leczniczych mikstur używanych na ukąszenia węży, trucizny oraz inne choroby. Natomiast studnie, które były uważane za zawierające wodę o leczniczych właściwościach czasem nazywano właśnie "treackle wells" (studnie melasy). Wiedząc to rozumiemy, dlaczego siostry z opowieści Susła mieszkały w tej studni - ponieważ były bardzo chore;
- siostry "drew treackle from the well". Słówko "drew" ma kilka znaczeń, m.in. oznacza "rysować" ale również "wyciągać, czerpać, uzyskiwać, wywoływać" co wykorzystuje w swojej opowieści Suseł;
- dziewczynki wyciągają (lub rysują) rzeczy zaczynające się na literę "m" jak melasa właśnie. Istotne jest też to, że odpowiedzi na to pytanie (Dlaczego akurat na literę M?) udziela Alicji nie Suseł, ale Marcowy Zając, którego imię zaczyna się właśnie na tę literę (odpowiada A dlaczego nie?);
- "much of a muchness" to wciąż używany brytyjski zwrot, który oznacza rzeczy (osoby) bardzo do siebie podobne;
- ostatnia, bardzo ciekawa, informacja: autor opracowania uzyskał od Rogera Greena zaskakującą informację, że wiktoriańskie dzieci rzeczywiście miały susły w domach jako zwierzęta domowe i trzymały je w starych imbrykach do herbaty wypełnionych trawą lub sianem. Pamiętamy, że na końcu rozdziału VII Kapelusznik i Marcowy Zająć usiłują wepchać Susła do imbryka.

Ważnym uzupełnieniem będą dla nas jeszcze trzy zwroty:
  • "live on" (w pytaniu Alicji dotyczącym dziewczynek w studni) oznaczać może: żyć z czegoś (w sensie zarobkowania) lub żywić się czymś (jeść);
  • "there may be one" (przyznanie przez Alicję, że taka studnia może istnieć) - również dwuznaczny zwrot, może oznaczać "jest taka jedna" (i tylko jedna) lub też "coś takiego może istnieć";
  •  "they were in the well" oznacza "one były w studni", zaś odpowiedź "they were well in" oznacza "były dobrze w [zdecydowanie wewnątrz]" lub "było im dobrze wewnątrz".

Jak zatem widzicie: znowu mnóstwo gierek słownych i dwuznaczności (lub trójznaczności), jak to u Carrolla.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A co z tym wszystkim zrobili nasi tłumacze? Zobaczmy. Wszystkie wyróżnienia kursywą i pogrubionym drukiem jednocześnie są moje.
Na początku zaznaczę, że żadnemu z tłumaczy nie udało się zachować aluzji do nazwiska sióstr, co jest zresztą zrozumiałe w tłumaczeniu.

 
Antoni Marianowicz
(Nasza Księgarnia 1955, 1977, 1993, 1990, 2000, 2006, 2010; Nasza Księgarnia, MUZA SA 1996)




Rozdział VII Zwariowany podwieczorek

(...)

- Opowiedz nam coś – nalegał Szarak.
- Tak, tak, bardzo proszę o jakąś ciekawą historię – poparła go Alicja.
- Gadaj szybko – dodał Kapelusznik – bo w przeciwnym razie zaśniesz w czasie opowiadania.
- Pewnego razu żyły na świecie trzy siostry – zaczął Suseł bardzo szybko. – Nazywały się Kasia, Jasia i Basia i mieszkały na dnie studni.
- A czym się żywiły? – zapytała Alicja, którą te sprawy najbardziej interesowały.
- Żywiły się syropem – odparł Suseł po parominutowym namyśle.
- Nie mogły chyba żywić się samym syropem – sprzeciwiła się Alicja. – Byłyby na pewno bardzo chore.
- Istotnie – rzekł Suseł. One były chore. Bardzo chore.
Alicja usiłowała wyobrazić sobie przedziwny tryb życia trzech sióstr, ale nie bardzo jej się to udawało. Zapytała więc z wielkim zainteresowaniem:
- Ale dlaczego mieszkały na dnie studni?

(...)

Alicja (...) powtórzyła pytanie:
- Dlaczego siostry mieszkały na dnie studni?
Suseł namyślał się znów parę minut, aż wreszcie rzekł:
- Była to studnia napełniona syropem.
- Nic takiego w ogóle nie istnieje – zaczęła Alicja, ale Szarak i Kapelusznik przerwali jej:
- Pst! – Suseł zaś rzekł z wyraźnym oburzeniem:
- Jeżeli nie potrafisz zachować się przyzwoicie, to dokończ sobie sama.
- Nie, proszę opowiadać dalej – rzekła pokornie Alicja. – Ja już na pewno panu nie przerwę. Być może, iż taka studnia istnieje.
- „Być może?” ... – powtórzył z oburzeniem Suseł. Po chwili zaś ciągnął dalej: - Te trzy siostrzyczki uczyły się tam rysować.
- A co one rysowały? – zapytała Alicja, całkiem zapominając o swym przyrzeczeniu.
- Syrop – odparł bez chwili namysłu Suseł.

(...)

Aby znowu nie obrazić Susła, Alicja zapytała bardzo ostrożnie:
- A jak długo rysowały one ten syrop w studni?
- Sama odpowiedziałaś sobie przecież na to pytanie – rzekł Kapelusznik. – Od stu dni – rzecz jasna.
- Nie musiało im tam być przyjemnie – zauważyła Alicja.
- Głupiaś – rzekł nagle Suseł spoglądając z pogardą na Alicję. – Było im tam wprost słodko.
Odpowiedź ta tak bardzo zmieszała Alicję, że przez parę minut nie przerywała Susłowi ani jednym słówkiem.
- Uczyły się one rysować – ciągnął Suseł trąc oczy, zaczynał bowiem odczuwać wielką senność – i rysowały prócz syropu wszystko, co zaczyna się na literę „s”...
- Dlaczego na literę „s”? – spytała Alicja.
- A dlaczego nie? – wtrącił Kapelusznik.
Alicja siedziała już teraz cichutko jak myszka. Tymczasem Suseł zamknął oczy i zapadł w drzemkę.
Uszczypnięty przez Kapelusznika obudził się nagle z piskiem i opowiadał dalej:
- ... wszystko, co zaczyna się na literę „s”, a więc słońce, stonogę, stodołę, stół, spanie. Czy widziałaś kiedy, aby ktoś rysował spanie? – zwrócił się Suseł do Alicji.
Alicja odpowiedziała:
- Ja doprawdy nie myślę, żeby...
- Jeżeli nie myślisz, to nie gadaj – przerwał jej Kapelusznik.
(...)
♠      ♣      ♥       ♦

Zatem: imiona dziewczynek bez sensu. Pomysł z syropem świetny - syrop to jednocześnie lekarstwo jak i coś dodawanego do deserów. Nie została oddana dwuznaczność tego, co dziewczynki robiły w studni. Za to świetna myśl z tym "od stu dni". Rzeczy na literę "s" - pewnie od Susła, ale to się nie zgadza z zamysłem autora, rysowanie spania także.
Na minus trzeba też zapisać tłumaczowi zmianę osoby: na pytanie Alicji - dlaczego ta litera - odpowiada Kapelusznik, zamiast - zgodnie z oryginałem - Marcowy Zając.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Maciej Słomczyński
(Wydawnictwo Jasieńczyk 1994; Wydawnictwo Dolnośląskie 1990; Świat Książki 2004; Wydawnictwo Zielona Sowa ?; 2003, 2008; Hubert, Grupa Wydawnicza Bertelsmann Media 2001)


Rozdział VII Obłąkana herbatka

(...)

- Opowiedz nam bajkę! – powiedział Marcowy Zając.
- Tak, opowiedz, proszę! – powiedziała błagalnie Alicja.
- I pospiesz się – dorzucił Kapelusznik – inaczej znowu zaśniesz, zanim dokończysz.
- Były sobie raz trzy siostrzyczki – rozpoczął Suseł z wielkim pospiechem – a na imię miały Elsie, Lacie i Tillie i mieszkały na dnie studni...
- A co jadły? – powiedziała Alicja, którą zawsze ciekawiły zagadnienia związane z jedzeniem i piciem.
- Jadły melasę – powiedział Suseł po trwającym minutę lub dwie namyśle.
- Wiesz przecież, że nie mogły – zauważyła łagodnie Alicja. – Rozchorowałyby się później.
- I rozchorowały się – powiedział Suseł – bardzo się rozchorowały.
Alicja z pewnym wysiłkiem spróbowała wyobrazić sobie, jak wyglądałaby ta niezwykła egzystencja, lecz tak ja to zaciekawiło, że dodała: - Ale dlaczego zamieszkały na dnie studni?

(...)

Alicja (...) zwróciła się ku Susłowi i zadała po raz drugi to samo pytanie: - Dlaczego zamieszkały na dnie studni?
Rozmyślanie nad tym zajęło Susłowi ponownie minutę lub dwie, później powiedział: - Była to studnia z melasą.
- Nie ma niczego takiego! – zaczęła Alicja ze złością, ale Kapelusznik i Marcowy Zając psyknęli:
- Ciii! Ciii! – a Suseł zauważył kwaśno: - Jeżeli będziesz źle wychowana, sama skończysz tę bajkę.
- Nie, mów dalej, bardzo proszę! – powiedziała ze skruchą Alicja. – Nie będę ci już przerywała. Przypuszczam, że, być może, jest jedna taka studnia.
- Jedna, rzeczywiście! – powiedział dotknięty Suseł. Mimo to zgodził się mówić w dalszym ciągu. – I tak, te trzy małe siostrzyczki... powiem wam, co zmalowały: uczyły się wyciągać, wiecie...
- Co zmalowały? Co wyciągały? – powiedziała Alicja, zupełnie zapomniawszy o swojej obietnicy.
- Melasę – powiedział Suseł nie zastanawiając się tym razem ani przez chwilę.

(...)

Nie chcąc ponownie obrazić Susła, Alicja rozpoczęła bardzo oględnie: - Skąd wyciągały tę melasę?
- Można wyciągać wodę ze studni pełnej wody – powiedział Kapelusznik – więc wolno chyba przypuszczać, że można wyciągać melasę ze studni pełnej melasy... co, głuptasie?
- Ale one były na dole w studni – powiedziała Alicja do Susła, postanowiwszy, że ta ostatnia uwaga nie dotarła do jej uszu.
- Oczywiście, że były – powiedział Suseł – w studni na dole, dudni w stodole.
Odpowiedź ta tak zmieszała biedną Alicję, że nie przerywając pozwoliła Susłowi mówić przez pewien czas.
- Co zmalowały? – ciągnął Suseł ziewając i przecierając oczy, gdyż stawał się bardziej senny. – Malowały najrozmaitsze rzeczy... wszystko, co zaczyna się na M...
- Dlaczego na M? – powiedziała Alicja.
- Dlaczego nie? – powiedział Marcowy Zając.
Alicja umilkła.
Suseł przymknął powieki i zadrzemał, lecz po uszczypnięciu przez Kapelusznika zbudził się z cichym okrzykiem i ciągnął: - ...co się zaczyna na M, mysie-pułapki, miesiąc, mądrość i mnóstwo... wiesz, że mówisz czasem: „mam mnóstwo czegoś”... ale czy widziałaś kiedykolwiek coś takiego jak namalowane mnóstwo?
- Szczerze mówiąc, jeżeli mnie już pytasz o to – powiedziała mocno zmieszana Alicja – to nie myślę...
- Więc nie powinnaś się odzywać – powiedział Kapelusznik.
(...)

♠      ♣      ♥       ♦

Słomczyński, jak zwykle, wierny bardziej zamysłowi autora i duchowi opowieści niż lokalnym gustom. Zostawił oryginalne imiona (i to chyba dobry pomysł), zostawił melasę, oddał dwuznaczność słówka "drew" przez powtórzenie, również zabawę z dwuznacznością w studni zostawił w postaci zabawy słownej. Pozostał też przy literce M oraz mnóstwie. Lubię jego tłumaczenie, jest dla mnie najbardziej przejrzyste.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Robert Stiller
(Wydawnictwo „Alfa”, Warszawa 1990, il. Dušan Kállay)


Rozdział VII Zwariowana herbatka

(...)

„Opowiedz nam bajkę!” zażądał Zając Marcowy.
„Bądź tak dobry, opowiedz!” poprosiła Alicja.
„I to szybko – rzekł Kapelusznik – bo zaśniesz, zanim coś wykrztusisz.”
„Były sobie raz trzy dziewczynki – zaczął z wielkim pośpiechem Suseł – i nazywały się Elsie, Lacie i Tillie. Mieszkały na dnie studni - ”
Co tam jadły?” spytała Alicja, którą zawsze bardzo interesowały sprawy jedzenia i picia.
„Jadły syrop,” odpowiedział Suseł po dłuższym namyśle.
„Ależ to niemożliwe – sprzeciwiła się łagodnie Alicja. – Przecież by się pochorowały.”
„No i pochorowały się – powiedział Suseł. – Okropnie się pochorowały.”
Alicja spróbowała troszeczkę wyobrazić sobie, jak wyglądałoby życie w tak niezwykłych warunkach, ale przekraczało to jej możliwości, więc podjęła: „Ale dlaczego mieszkały na dnie studni?”

(...)

Alicja (...) zwróciła się do Susła i powtórzyła pytanie: „Dlaczego mieszkały na dnie studni?”
Suseł znów parę minut pomyślał i wreszcie oznajmił: „To była studnia z syropem.”
„Nie ma czegoś takiego!” zaczęła z rosnącą irytacją Alicja, ale Kapelusznik i Zając Marcowy syknęli: „Pst! pst!” a Suseł kwaśno zauważył: „Jak nie umiesz się grzecznie zachowywać, to sama sobie dokończ tej bajki.”
„Nie, proszę mówić! – poprosiła go błagalnie Alicja. – Już nie będę przerywać. Może jedna gdzieś jest.”
Jedna!” obruszył się Suseł. Dał się jednak ubłagać i mówił dalej: „Więc te trzy siostrzyczki uczyły się rysunków – no wiecie – jak kreślić, jak wyciągać - ”
„Co wyciągać?” spytała Alicja, zapominając o swej obietnicy.
„Syrop!” rzekł bez namysłu Suseł.

(...)

Aby znów nie urazić Susła, Alicja odezwała się nader oględnie: „Ale ja nie rozumiem. Skąd wyciągały ten syrop?”
„Skoro można wyciągać wodę ze studni z wodą – rzekł Kapelusznik – to ze studni z syropem chyba można wyciągać syrop! jak ci się zdaje, głuptasie?”
„Kiedy one same były w tej studni!” rzekła Alicja do Susła, przemilczając tę ostatnią uwagę.
„Oczywiście, że były – rzekł Suseł – już od stu dni.”
Ta odpowiedź splątała biedną Alicję do tego stopnia, że przez jakiś czas już nie przerywała Susłowi, a ten mówił. „Więc one się uczyły rysować – ciągnął, ziewając i trąc sobie oczy, bo coraz bardziej mu się chciało spać – i rysowały sobie różne rzeczy... wszystkie zaczynające się na M...”
„Dlaczego na M?” zapytała Alicja.
„A dlaczego nie?” rzekł Marcowy Zając.
Alicja umilkła.
A tymczasem Suseł już zamknął oczy i zadrzemał; ale gdy go Kapelusznik uszczypnął, zbudził się z lekkim wrzaśnięciem i podjął: „- zaczynające się na M, jak myszołapki i miesiączek, i masło... wiecie, że masło może być maślane... i mnóstwo... czy myślicie, że można narysować mnóstwo?”
„Skoro już o to pytasz – odrzekła w zakłopotaniu Alicja – nie... raczej nie myślę...”
„Jeżeli nie myślisz, to nie gadaj!” ofuknął ją Kapelusznik.
(...)

 ♠      ♣      ♥       ♦


Tutaj jest też dobrze i ciekawie. Syrop na plus, imiona zostawione, ponadto autor tłumaczenia zastosował nawiązanie "jak kreślić, jak wyciągać" co uważam za ciekawy pomysł. Mnóstwo i litera M także zgodne z oryginałem.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jolanta Kozak
(Czytelnik 2010, Prószyński i S-ka ?)


Rozdział VII Głupi podwieczorek

(...)

- Opowiedz nam bajkę! – zażądał Postrzelony Zajączek.
- Tak, bardzo prosimy! – poparła go Alicja.
- Tylko szybko – dodał Bezdenny Kapelusznik – bo znowu zaśniesz, zanim skończysz.
- Dawno, dawno temu, żyły sobie trzy siostry – wyrecytował błyskawicznie Suseł – Wacia, Lucia i Tycia, które mieszkały na dnie studni...
- A czym się żywiły? – przerwała mu Alicja, zawsze bardzo ciekawa zagadnień jedzenia i picia.
- Lukrem – odparł Suseł po dłuższym namyśle.
- To chyba niezdrowo – zauważyła uprzejmie Alicja. – Nie mogło im to ujść na sucho.
- I nie uszło! – rzekł z satysfakcją Suseł. – Przecież siedziały w studni.
Alicja spróbowała wyobrazić sobie nadzwyczajny tryb życia trzech sióstr, lecz nie wszystko było dla niej jasne, więc pytała dalej:
- Ale właściwie, czemu one mieszkały na dnie studni?

(...)

Alicja (...) ponownie zwróciła się do Susła z pytaniem:
- Czemu one mieszkały na dnie studni?
Suseł znów się namyślał dłuższą chwilę, po czym oznajmił:
- Bo to była lukrowana studnia.
- Nie ma takich studni – rozzłościła się Alicja, na co Bezdenny Kapelusznik i Postrzelony Zajączek skarcili ją gniewnym „ćśśś! ćśśś!”, a Suseł burknął obrażony:
- Skoro nie umiesz się zachować, to sama sobie opowiadaj dalej.
- Nie, proszę mówić! – zawstydziła się Alicja. – Już nie przerwę panu ani słówkiem. Bardzo możliwe, że taka wyjątkowa studnia gdzieś istnieje.
- Akurat, wyjątkowa! – prychnął Suseł. Ale łaskawie podjął wątek: - No więc, te trzy siostry... one, widzisz, uczyły się ciągnąć...  
- Ciągnąć? A co? – spytała Alicja, zapominając o obietnicy.
- Studzienny lukier – odpowiedział Suseł, tym razem bez namysłu.

(...)

Nie chcąc po raz kolejny narazić się Susłowi, Alicja zagadnęła go z największą ostrożnością:
- Przepraszam, nie rozumiem: skąd one ciągnęły ten lukier?
- Skoro ze studni wodnej ciągnie się wodę, to chyba jasne, że z lukrowanej studni można ciągnąć lukier, ty głuptasie! – wyjaśnił jej Bezdenny Kapelusznik
- No tak, ale one siedziały na dnie studni – zwróciła się Alicja do Susła, ignorując ostatnią uwagę.
- Od stu dni – uściślił Suseł. – Nic dziwnego, że czuły się dennie.
Odpowiedzią tą tak zamącił Alicji w głowie, że przez chwilę nawet mu nie przerywała.
- No więc, uczyły się ciągnąć...– prawił Suseł, coraz bardziej sennie, ziewając i trąc łapką oczy. – I wyciągały rozmaite rzeczy... a wszystkie na M...
- A dlaczego na M? – zaciekawiła się Alicja.
- A dlaczego nie? – odpowiedział jej Postrzelony Zajączek.
Alicja zamilkła.
- ... wszystkie na M, na przykład morały, miesiące, memoranda i międzyczasy – te, co to o nich mówią: „w międzyczasie”...  widziałaś kiedy wyciąganie międzyczasu?
- Muszę się zastanowić – rzekła zaskoczona Alicja. – Nie myślę...
- Więc nie gadaj! – przerwał jej Bezdenny Kapelusznik.
(...)

♠      ♣      ♥       ♦

A tutaj kontrastowo - imiona i lukier bez sensu, moim zdaniem, ale za to mamy ciekawy pomysł z lukrowaną studnią oraz z dennym samopoczuciem od stu dni na dnie studni :-) A potem, trochę z kapelusza, międzyczas plus brak oddania dwuznaczności zajęcia dziewczynek w studni.
I bardzo nie podoba mi się tytuł rozdziału: "Głupi podwieczorek". Czy szalony i głupi to to samo? Paskudny stereotyp. Nie przypadł mi też do gustu "Bezdenny Kapelusznik" ani "Postrzelony Zajączek".

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tomasz Misiak
(Wydawnictwo Edukacyjne RES POLONA ?)


Rozdział VII Pomylony podwieczorek

(...)

- Opowiedz nam jakąś historyjkę – powiedział Zając.
- Opowiedz, proszę, opowiedz! – poparła go Alicja.
- I staraj się opowiadać szybko, bo inaczej uśniesz, zanim dojdziesz do końca – dodał Kapelusznik.
- Były sobie trzy siostrzyczki – zaczął Suseł w wielkim pośpiechu – i nazywały się Elcia, Helcia i Izabelcia, i mieszkały na dnie studni...
- A czym one się tam żywiły? – przerwała pytaniem Alicja, którą zawsze bardzo interesowały sprawy związane z jedzeniem i piciem.
- Lemoniadą – rzekł Suseł, pomyślawszy minutę lub dwie.
- Pijąc zbyt wiele lemoniady, można się rozchorować – zauważyła nieśmiało Alicja.
- I rozchorowały się – przytaknął Suseł. – Były bardzo chore.
Alicja usiłowała wyobrazić sobie niezwykły sposób życia owych trzech dziewczynek, lecz wyraźnie miała z tym kłopot. Zapytała więc jeszcze:
- Ale dlaczego one mieszkały na dnie studni?

(...)

Alicja (...) zwracając się do Susła, powtórzyła pytanie:
- Ale dlaczego one mieszkały na dnie studni?
Suseł znowu strawił minutę, a może nawet dwie, na rozmyślaniu nad odpowiedzią, po czym rzekł:
- Bo to była studnia pełna lemoniady.
- Takich studni w ogóle nie ma! – zaczęła niecierpliwie Alicja, lecz Kapelusznik i Zając uciszyli ją, a Suseł, cały w dąsach, stwierdził:
- Jeśli nie będziesz grzeczna, to chyba sama dokończysz sobie tę historyjkę.
- Nie, proszę cię, mów dalej – zawstydziła się Alicja. – Nie będę ci już więcej przerywać. Tylko ten jeden, jedyny raz.
- Tak, jedyny raz! – oburzył się Suseł, ale podjął opowiadanie: - A więc te trzy siostrzyczki uczyły się tłoczyć...
- Faktycznie musiały się bardzo tłoczyć, aż trzy w jednej studni – wtrąciła się Alicja, zupełnie zapominając o danej przed chwilą obietnicy.
- Nie, nie musiały się tłoczyć, miały tam dosyć miejsca. One tylko uczyły się tłoczyć lemoniadę z tej studni – wyjaśnił Suseł, tym razem całkiem spokojnie.

(...)

Alicja nie chciała znowu zdenerwować Susła, zapytała więc bardzo ostrożnie:
- Jednak nie rozumiem, skąd one tłoczyły tę lemoniadę?!
- Głuptasie – wtrącił się Kapelusznik – przecież skoro ze studni pełnej wody tłoczy się wodę, to ze studni pełnej lemoniady tłoczy się lemoniadę, to proste.
- Ale one przecież były w środku, w studni! – Alicja zwróciła się ze swą wątpliwością do Susła, ignorując Kapelusznika.
- Tak, sierotki, od stu dni – westchnął melancholijnie Suseł.
Ta odpowiedź wprawiła biedną Alicję w takie zakłopotanie, że przez pewien czas pozwoliła Susłowi mówić, w ogóle mu nie przerywając.
- Uczyły się tłoczyć – mówił więc Suseł (a przy tym tarł oczy i ziewał, ponieważ był już bardzo śpiący) – uczyły się tłoczyć i wytłaczały wszelkiego rodzaju rzeczy na literę „c”...
- Czemu na „c”? – spytała Alicja.
- A czemu nie? – pytaniem na pytanie odpowiedział jej Zając.
Alicja zamilkła.
W tym czasie Suseł zdążył już zamknąć oczy i właśnie zapadał w drzemkę, ale uszczypnięty przez Kapelusznika ocknął się z lekkim piskiem i podjął opowieść:
 - Tłoczyły rzeczy na „c”, jak na przykład cerata, cebula, cukier i jeszcze coś niecoś... A czy widziałaś kiedyś, jak wytłacza się coś z coś niecoś?
- Teraz ty zadajesz mi pytania – Alicja była nieco zakłopotana – lecz nie przypuszczam...
- Więc nie mów – wtrącił się Kapelusznik.
(...)
♠      ♣      ♥       ♦


Z kolei tutaj znowu kontrasty: bez sensu imiona dziewczynek, nie wiadomo dlaczego lemoniada w studni i ten jeden, jedyny raz przerywa Alicja, ale za to innowacyjny pomysł z tłoczeniem (czegoś i się) oraz z sierotkami w środku :-) Po czym, znowu nie wiadomo skąd - litera "c" (?) i coś niecoś.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bogumiła Kaniewska
(Vesper 2010)

Rozdział siódmy Szalony podwieczorek

(...)

- Opowiedz nam coś! – powiedział Marcowy Zając.
- Tak, prosimy, opowiedz! – błagała Alicja.
- I lepiej się pospiesz – dodał Kapelusznik – żebyś nie zasnął, zanim skończysz!
- Pewnego razu żyły sobie trzy małe siostrzyczki – w wielkim pośpiechu rozpoczął Suseł – które miały na imię Ela, Lala i Tila, a mieszkały na dnie studni...
- A co one tam jadły? – zapytała Alicja, dla której kwestia jedzenia i picia była zawsze najważniejsza.
- Jadły słodki syrop – odpowiedział Suseł po chwili namysłu.
- Sam wiesz, że nie mogły jeść tylko syropu – łagodnie wtrąciła Alicja – bo by się od tego pochorowały.
- No i się pochorowały – powiedział Suseł. – BARDZO się pochorowały.
Alicja starała się wyobrazić sobie, jak wyglądałoby takie życie, ale wydawało jej się ono zbyt dziwaczne, więc zapytała jeszcze o coś:
- Ale dlaczego one mieszkały na dnie studni?

(...)

Alicja (...) zwróciła się do Susła, powtarzając swe pytanie
- Dlaczego mieszkały na dnie studni?
Suseł znowu myślał nad odpowiedzią przez minutę czy dwie, a potem stwierdził:
- Bo to była syropowa studnia.
- Przecież nie ma czegoś takiego! – Alicja rozzłościła się na dobre, ale Kapelusznik i Marcowy Zając uciszyli ją:
- Ciii! Ciii! – a Suseł dodał ponuro:
- Jak nie będziesz umiała się porządnie zachować, będziesz musiała sama sobie dokończyć tę bajkę.
- Och nie, opowiadaj dalej, proszę! – błagalnie powiedziała Alicja. – Nie będę ci już przerywać. Niech ci będzie, że istnieje JEDNA syropowa studnia.
- Jedna, coś takiego! – oburzył się Suseł, ale podjął swoją opowieść. – A więc te trzy małe siostrzyczki, one, wiesz, brały lekcje w ciągu...
- Jakiego wyciągu? – zapytała Alicja, całkiem zapominając o swojej obietnicy
- No, wyciągu syropu –odrzekł Suseł, tym razem bez chwili zastanowienia.

(...)

Alicja nie chciała jednak, żeby Suseł znów się obraził, więc zaczęła bardzo ostrożnie:
- Ja tego nie rozumiem. Jakiego wyciągu syropu?
- Ze studni z wodą wyciągasz wodę – powiedział Kapelusznik – więc myślę, że z syropowej studni wyciąga się syrop, taka głupia jesteś?
- Ale przecież one były na samym dnie studni – Alicja zwróciła się do Susła, udając, że nie słyszała słów Kapelusznika.
- Oczywiście, że były – powiedział Suseł – na samym końcu.
Odpowiedź tak zaskoczyła biedną Alicję, że przez jakiś czas pozwoliła Susłowi mówić, nie przerywając ani słowem.
- Więc w dalszym ciągu brały lekcje rysunku – mówił Suseł, przecierając powieki i ziewając, bo strasznie już był śpiący - i rysowały różne rzeczy, które się zaczynały na M...
- Dlaczego akurat na M? – zapytała Alicja.
- A dlaczego nie? – odezwał się Marcowy Zająć.
Alicja zamilkła.
Suseł natomiast zdążył w tym czasie zamknąć oczy i zapaść w drzemkę, ale uszczypnięty przez Kapelusznika otrząsnął się i opowiadał dalej:
- ...które się zaczynały na M, jak myszołapka, mały księżyc, miłe wspomnienie i mnóstwo – wiecie, że mówicie o mnóstwie – a czy widzieliście kiedyś narysowane mnóstwo?
- Oj, teraz to ty mi zadajesz pytania. - Alicja była bardzo zmieszana. – A ja nie wiem...
- Jak nie wiesz, to się nie odzywaj – powiedział Kapelusznik.
(...)

♠      ♣      ♥       ♦

W tym tłumaczeniu mamy imiona nieco dziwne, syrop, litera M i mnóstwo. Ponadto widać pomysł w postaci wyciągu w ciągu :-) oraz na dnie vs na końcu.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Krzysztof Dworak
(Buchmann 2010)
Rozdział siódmy Szalony podwieczorek

(...)

- Opowiedz nam historię! – powiedział Marcowy Zając.
- Tak, bardzo prosimy! – dodała Alicja.
- I mów szybko – dorzucił Kapelusznik – bo inaczej zaśniesz, zanim skończysz.
- Dawno, dawno temu były sobie trzy małe siostry – zaczął Suseł w wielkim pośpiechu. – Nazywały się Ela, Hela i Matylda i żyły na dnie studni...
- Czym się żywiły? – zapytała Alicja, którą zawsze bardzo interesowały zagadnienia dotyczące jedzenia i picia.
- Żywiły się syropem – odparł Suseł po parominutowym namyśle.
- Wiesz, że to niemożliwe... – zauważyła delikatnie dziewczynka. – Rozchorowałyby się.
- Więc się rozchorowały – powiedział Suseł. - Bardzo.
Alicja spróbowała sobie wyobrazić ten niezwykły sposób na życie, ale było to dla nie zbyt trudne, pytała więc dalej:
- Ale dlaczego mieszkały na dnie studni?

(...)

Alicja (...) zwróciła się ponownie do Susła:
- Dlaczego mieszkały na dnie studni?
Suseł znów przez dłuższą chwilę myślał, po czym rzekł:
- To była studnia syropu.
- Nie ma niczego takiego! – Alicja zaczynała już się złościć, ale Kapelusznik i Marcowy Zając jęli ją uciszać, szepcząc: „sza!”, Suseł zaś rzekł nadąsany:
- Jeśli nie umiesz się zachować, może sama skończysz tę opowieść?
- Nie, mów dalej, proszę – poprosiła Alicja. – Więcej nie będę przerywała. Może  jedna gdzieś jest.
- Jedna, doprawdy! – obruszył się Suseł. W końcu jednak zdecydował się opowiadać dalej: - I te trzy małe siostry uczyły się rysunku.
- Co rysowały? –
- Syrop – tym razem bez wahania odparł Suseł.

(...)

Alicja nie chciała znów urazić Susła, powiedziała więc jak najostrożniej:
- Musiało być im trudno wybierać, którą część syropu mają akurat narysować...
- Łatwo jest wybierać wodę ze studni z wodą – powiedział Kapelusznik – więc chyba równie łatwo jest wybierać syrop ze studni z syropem... głupia.
- Ale przecież w studni było pełno syropu – zwróciła się dziewczynka do Susła, puszczając mimo uszu ostatnią uwagę.
- Pewnie, że było – odparł Suseł. – Od stu dni.
Ta odpowiedź tak skołowała biedną Alicję, że pozwoliła Susłowi mówić przez dłuższy czas, nie przerywając mu.
- Uczyły się rysunku – ciągnął Suseł, ziewając i trąc oczy, gdyż robił się bardzo śpiący – i rysowały najróżniejsze rzeczy: wszystko, co zaczyna się na M.
- Dlaczego na literę M? – zapytała Alicja.
- A dlaczego nie? – odpowiedział pytaniem Marcowy Zająć.
W tym czasie Suseł zdążył zamknąć oczy i pogrążyć się w błogiej drzemce, ale uszczypnięty przez Kapelusznika powrócił z cichym piskiem do przytomności i kontynuował:
- Co zaczyna się na M jak mysz, miesiąc, majaki i mnóstwość? Wiesz, że mówi się: „mnóstwo mnóstwości”? Widziałaś kiedyś, żeby ktoś rysował mnóstwość.
- Naprawdę mnie o to pytasz? - powiedziała Alicja speszona. – Nie uważam...
- Więc nie powinnaś się odzywać – powiedział Kapelusznik.
 (...)

♠      ♣      ♥       ♦

Tym razem: imiona niespecjalne, syrop - ok, rysunek zbyt jednoznaczny, w studni od stu dni (nihil novi), litera M i w końcu coś nowego: mnóstwość! Ciekawe i przyjemne dla umysłu :-)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Magdalena Machay
(Wydawnictwo GREG 2010)





Rozdział VII Szalone przyjęcie

- Opowiedz nam historyjkę! – powiedział Marcowy Zając.
- Tak, prosimy! – nakłaniała Alicja.
- Dawno, dawno temu, były trzy małe siostry – zaczął opowiadać Suseł – o imionach: Elsie, Lacie i Tillie. Mieszkały na dnie studni...
- A czym się żywiły? – zapytała Alicja, zawsze zainteresowana kwestią jedzenia i picia.
- Żywiły się melasą – odparł Suseł po kilku minutach namysłu.
- Nie mogły żywić się melasą – zauważyła Alicja grzecznie – bo by się rozchorowały.
- Toteż były chore. Bardzo chore – odpowiedział Suseł.
Alicja próbowała sobie wyobrazić, jak niezwykle wyglądałoby takie życie, lecz wydało jej się to zbyt trudne do odgadnięcia, wiec zaczęła zadawać kolejne pytania:
- Ale dlaczego one mieszkały na dnie studni?

(...)

Alicja (...) zwróciła się do Susła, powtarzając pytanie:
- Dlaczego one mieszkały na dnie studni?
Suseł znów zastanowił się przez chwilę i odpowiedział:
- Bo to była studnia z melasą.
- Nie ma czegoś takiego! –Alicja zaczęła się denerwować.
- Szzz! Szzz! – uciszali ją Kapelusznik i Zając Marcowy. - Jeśli nie potrafisz się zachować,  sama skończ historię.
- Nie, proszę, mów dalej! – błagała Alicja. – Już nie będę przeszkadzać. Wydaje mi się, że jednak może być jedna taka studnia.
- Właśnie, jedna! – pogardliwie powtórzył Suseł. Zgodził się jednak kontynuować:
- Tak więc te trzy małe siostry... uczyły się czerpać...
- Co czerpały? – zapytała Alicja, zapomniawszy o swojej obietnicy.
- Melasę – tym razem bez namysłu odparł Suseł.

(...)

Alicja nie chciała znowu obrazić Susła i bardzo ostrożnie zapytała:
- Nie rozumiem. Skąd one czerpały melasę?
- Można czerpać wodę ze studni – powiedział Kapelusznik – więc mniemam, że można też czerpać melasę ze studni z melasą, co, głuptasie?
- Ale one były w studni – upierała się Alicja, ignorując ostatnią uwagę.
- Oczywiście, że tak – odparł Suseł. – Od stu dni tam mieszkały.
Ta odpowiedź tak namieszała biednej Alicji w głowie, że pozwoliła Susłowi mówić, nie przerywając mu przez dłuższy czas.
- Uczyły się czerpać – kontynuował już nieco senny Suseł, ziewając przy tym i trąc oczy  – i czerpały przeróżne rzeczy... wszystko na literę M...
- Dlaczego na literę M? – zapytała Alicja.
- A dlaczego nie? – zapytał Marcowy Zając.
Alicja nie odezwała się.
Suseł zamknął oczy i już odpływał w sen, lecz uszczypnięty przez Kapelusznika obudził się z piskiem i mógł mówić dalej:
- Wszystko, co zaczynało się na literę M, jak na przykład mysie pułapki, miesiąc, muzeum i mnóstwo... Wiecie, czasami się mówi, że się ma mnóstwo mądrości, ale czy kiedyś ktoś widział coś takiego jak rysunek mądrości?
- Cóż, skoro mnie pytasz – zaczęła bardzo zmieszana Alicja – nie sądzę...
- W takim razie nie powinnaś się odzywać – powiedział Kapelusznik.


♠      ♣      ♥       ♦

Tutaj powtórki, powtórki, powtórki, czerpanie (jednoznaczne) i bezsensowny zwrot "mnóstwo mądrości", jakby samo mnóstwo nie wystarczyło.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Maria Morawska
(Wydawnictwo Resovia 1990, Siedmioróg 2009, Świat Książki 2010, Beskidzka Oficyna Wydawnicza [br])


 Szalony podwieczorek

- Powiedz nam bajkę! – powtórzył żądanie Zając Marzec.
- Bardzo cię proszę, opowiedz – dorzuciła swą prośbę Alicja.
- Zaczynaj czym prędzej – zawołał Kapelusznik. – Zobaczysz, znów zaśniesz, zanim rozpoczniesz opowiadanie
- Kiedyś... kiedyś... bardzo dawno żyły trzy małe siostry – zaczął Suseł, zrazu powoli, a potem coraz szybciej – i mieszkały na dnie studni...
- Czymże się one żywiły? – zapytała zaciekawiona Alicja, która zawsze interesowała się kwestią odżywiania.
- Czym się żywiły, pytasz – powtórzył Suseł zapytanie i po pewnym namyśle odpowiedział: - Melasą.
- Och, nieprawda! – wykrzyknęła Alicja. – Sam wiesz dobrze, że od razu by się  rozchorowały.
- No to ciągle chorowały - powiedział Suseł. – Były nawet bardzo chore.
Alicja zdziwiła odpowiedź i rozmyślała nad tym, czy można by długo żyć w podobnych warunkach. Wkrótce dała temu pokój, gdyż była ciekawa dalszego ciągu bajki.
- Powiedz mi, dlaczego one mieszkały na dnie studni? – zapytała.

(...)

Alicja (...) znów zwróciła się z pytaniem do Susła:
- Dlaczego one mieszkały na dnie studni?
Suseł myślał kilka chwil, po czym oznajmił:
- To była studnia z melasą.
- Och! Nie ma takich na świecie – zaprotestowała Alicja.
Ktoś z pozostałych słuchaczy zawołał gniewnie:
- Sama kończ bajkę, jeżeli nie umiesz słuchać spokojnie.
- Więc proszę, mów dalej – poprosiła Alicja ze skruchą – już ci nie będę przerywać, nawet jestem prawie pewna, że mogła być taka studnia.
- Bez wątpienia była – rzekł oburzony Suseł, lecz dał się przebłagać i tak opowiadał dalej: - Więc... te trzy małe siostry uczyły się wyciągać.
- Co wyciągać? – zapytała znów Alicja, zapomniawszy najzupełniej o obietnicy.
- Melasę – odpowiedział Suseł bez namysłu.

(...)

Alicja ciekawa była dalszego ciągu bajki. A że nie chciała obrazić susła, zapytała ostrożnie:
- Nie pojmuję, jak one mogły wyciągać melasę?
- Możesz wyciągać wodę ze studni z wodą? – tłumaczył Kapelusznik. – Więc rozumiesz chyba, że można wyciągać melasę ze studni z melasą. Widzę, że nie jesteś zbyt pojętna.
- Lecz przecież one były wewnątrz – dziwiła się Alicja, zwracając się do Susła i postanawiając ignorować Kapelusznika.
- Oczywiście, że były – potwierdził Suseł. – Na pewno były wewnątrz.
Ostatnia odpowiedź tak speszyła Alicję, że przez pewien czas nie przeszkadzała Susłowi w jego opowiadaniu i nie pytała o nic.
- One uczyły się ciągnąć – mówił Suseł, ziewając i przecierając oczy, gdyż był bardzo śpiący – i wyciągały różne rzeczy... Wszystko, co się zaczyna na m.
- Dlaczego na m? – pytała Alicja.
- Dlaczegoż by nie! – zawołał Zając Marzec.
Alicja zamilkła.
Suseł tymczasem skorzystał z przerwy, zamknął oczy i zapadł w drzemkę. Kapelusznik, ciekawy dalszego ciągu bajki, uszczypnął go mocno, Suseł podskoczył ze słabym okrzykiem i  mówił dalej:
- A więc wszystko, co się zaczyna na m: mysz, miesiąc, motyka, mniemanie, mnóstwo... Prawda?... Mówicie nieraz o wielu rzeczach „wielkie mnóstwo”, a czyście kiedyś widzieli taką rzecz jak wyciągniecie „mnóstwa”? Co o tym myślisz?
- Mnie pytasz? – rzekła Alicja bardzo zawstydzona. – Ja wcale nie myślę.
- Jeżeli tak, to nie wtrącaj się do rozmowy i milcz – pisnął Zając Marzec.


♠      ♣      ♥       ♦

Na końcu mamy jedno z pierwszych tłumaczeń "Alicji" na polski, bardzo wiekowe i tak naprawdę nie jest tłumaczeniem tylko spolszczeniem, co widać. Autorka wiele kwestii w ogóle pominęła, nie ma imion dziewczynek. Mamy tutaj melasę, wewnątrz - podkreślone w odniesieniu do studni, jednoznaczne wyciąganie, mnóstwo i literę M. Z paskudnych rzeczy, jakie autorka zrobiła (poza wycinaniem tekstu, co jest wielce paskudne) zauważyć należy zabranie ostatniej kwestii Kapelusznikowi i oddanie jej Zającowi.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

To tyle. Teraz poproszę o pół roku sanatorium, może być w studni z czekoladą, którą użyję wewnętrznie (oczyszczanie przełyku ;-) ) i zewnętrznie (okłady i masaże) :-)

7 komentarzy:

  1. Pani Różo, Przyznam się że przyswojenie tego opracowania było dla mnie nieco męczące, aczkolwiek wyszedłem z tego bogatszy o podejście do tłumaczenia tej wieloznacznej opowieści. Bez skrupułów obnażyła Pani miałkość tłumaczeń i lenistwo tłumaczy, od których wszak tak wiele zależy. Proszę by zachowała Pani tę bezkompromisową bezlitosność w dalszych opracowaniach:)

    Uśmiechem z Cheshire do stóp się ścieląc,
    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. To, co trudne i męczące bywa często wartościowe i rozwijające, czyż nie?
    Czekoladowe uśmiechy
    Róża

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne opracowanie, bardzo ciekawy blog. Życzę zapału do dalszej pracy! L.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję :-)
    Zapał na razie przysypany był śniegiem, ostatnio nieco wychynął i czekam na wypuszczenie pierwszych pąków :-) Zapraszam częściej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Analiza świetna, pobudzająca do myślenia i zabawna, ale tło strony fatalne - trzy razy musiałem robić przerwę, żeby wzrok odpoczął.
    Ale i tak adres bloga zamapiętam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Analiza dziękuje za słowa uznania. Zabawność jej polega bez wątpienia na tym, że autorka w istocie rzeczy zna język angielski w stopniu niewystarczającym do wymądrzania się.

    W kwestii tła - proszę sobie zamienić optykę widzenia z figury na tło - wtedy tło będzie w porządku, a figura nie bardzo. Proszę wybaczyć, ale jakoś się nie przejęłam Pana przerwami, jako że inne osobniki gatunku ludzkiego przesłały mi komunikaty zgoła odmiennej treści - jakie to tło piękne i wspaniałe, tudzież wiktoriańskie.
    Ponadto, jako osoba asertywnie nieempatyczna na własnym terenie, przyjęłam antyaltruistyczną zasadę, że przy pisaniu nie mogę się męczyć estetycznie, a rachunki za konsultacje okulistyczne w efekcie ewentualnych mąk tych całych dwóch sztuk czytelników, którzy to ewentualnie przeczytają, można dopisać do mojego rachunku szwajcarskiego, którego nie posiadam oczywiście.

    Dodatkowo, jako istota lubiąca to ciekawe zjawisko przyrodnicze, jaką są jednostki ludzkie uważam, że - dorosłe czy nie - osobniki te same dokonują wyborów.

    A ustawiając tło w roku 2011 i oczyma wyobraźni widząc niezadowolenie czytelnika w 2015r. wielkodusznie je zignorowałam.

    A, teraz widzę niektóre kwestie zgoła inaczej - zwrot Bezdenny Kapelusznik jawi mi się jako całkiem pomysłowy, a czerpanie jako zupełnie niejednoznaczne.

    Zapraszam częściej :-)
    Herbata z mlekiem czy kawa z cytryną?

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba najlepsze "w studni na dole dudni w stodole"

    OdpowiedzUsuń